Skocz do zawartości


Zdjęcie

Jeff i Eve

fanficromans haker jeff eve

  • Please log in to reply
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 HappySunflower

HappySunflower

    Nowicjusz

  • Members
  • Pip
  • 1 postów
  • Serwer:PL27
Reputacja: 2

Napisano 02 maj 2021 - 10:16

Jeff usłyszał łomotanie do drzwi. Z pomrukiem niezadowolenia, że ktoś odrywa go od kodzenia, wstał z obrotowego krzesła i poszedł otworzyć. Za drzwiami oczywiście ujrzał Eve, samozwańczą bohaterkę i jego kumpelę. Co tu dużo mówić, Jeff nie miał przesadnie wielu znajomych, którzy mogliby się u niego zjawić o tak późnej godzinie. 

- Znowu się z kimś biłaś?! - wykrzyknął, widząc u niej podbite oko i krew na wardze. - Tyle razy ci mówiłem, żebyś nie biła się ze wszystkim, co się rusza!

- Hej! To była poważna sprawa, przysięgam!

- Tak? - Jeff nie mógł powstrzymać tego, jak sceptycznie zabrzmiał jego głos. - Znowu jakieś dzieciaki zabierały gazety ludziom, czy staruszka zapomniała posprzątać po swoim psie?

- Agenci Yoyodyne… - mruknęła Eve i potarła dłonią ramię.

Jeff głośno westchnął. Eve regularnie narażała się ochronie największej organizacji w okolicy, próbując wywlec na światło dzienne ich brudne sprawki. Nie żeby coś, Jeff wierzył, że jak każda duża organizacja, Yoyodyne miało coś na sumieniu, ale zadzieranie z nimi to było za dużo dla jednej, amatorskiej bohaterki. Jeff już by wolał, żeby faktycznie szarpała się z dzieciakami.

- Wejdź. - Zaprosił ją do środka gestem, znów ciężko wzdychając.

Czerwona peleryna załopotała za nią, kiedy go mijała. Cóż, przynajmniej już nie biegała owinięta w starą zasłonę prysznicową i z śmierdzącymi gumiakami na nogach. Jeff pamiętał i te czasy.

- Co tam u ciebie, stary kumplu? - zapytała dziewczyna, rozsiadając się na kanapie w kącie. - Jak tam twoja randka? - Mrugnęła do niego porozumiewawczo i wyszczerzyła się radośnie.

- Nie rozsiadaj się, tylko idź do łazienki i się umyj!

Eve fuknęła jak obrażona kotka i z urażoną miną wstała.

- A co do mojej dziewczyny… Nie spotykamy się już.

Eve spojrzała na niego, ale nic nie odparła.

- Powiedziała, że ciągle myślę o kimś innym i że nie chce być tą trzecią.

- Jeeeeeff. - Eve przeciągnęła jego imię, mimo iż wiedziała, że on tego nie znosi. - Wiedziałam, że siedzi w tobie kobieciarz, trzeba to było tylko z ciebie wyciągnąć. - Podbiegła do niego i poklepała go po ramieniu. - Nie martw się, zaraz znów będziesz się z kimś spotykał, trzeba być głupią i ślepą, żeby nie widzieć, jak fajnym facetem jesteś.

Odwróciła się i w drodze do łazienki zaczęła nucić "jestem najlepsza, mam rentgen w oczach, jestem najlepsza…". Jeff przewrócił oczami, ale uśmiechnął się pod nosem.

- Ta, prawdziwa mistrzyni. 

Wrócił do komputera i dopisał kilka linijek kodu, nim z łazienki wyszła Eve, już bez krwi i kurzu na twarzy oraz dłoniach. Patrzył na nią kątem oka, jak rozgląda się po jego salono-pracowni i przesuwa żółtym kozakiem jakieś kable. Później zdjęła te kozaki, rozwiązała pelerynę i odwiesiła ją na wieszak, a zza paska wyjęła smartfona.

- Hej, Jeff. - Zwróciła jego uwagę, a kiedy odwrócił się do niej, podała mu telefon. - Udało mi się to zabrać jednemu z tych osiłków Yoyodyne. Możesz się do niego włamać i sprawdzić, czy jest tam coś przydatnego?

Jeff obrócił się z powrotem do komputera. Nie wierzył, że Eve znów to robiła. To łamanie prawa kiedyś się na niej odbije. A przy okazji i on odpowie za współudział.

- Nie ma mowy.

- Aww, Jeff, come on - zawołała i uwiesiła mu się na szyi. Jej gorący oddech owiał jego kark. - Jesteś w tym najlepszy, nie dam rady zrobić tego sama. Proszę, pomóż mi.

- Nnh… - Jeff się wahał, ale wystarczyła jeszcze chwila jej obecności tuż za jego plecami, by wątpliwości wyparowały. - Ok. Ale ostatni raz pomagam ci łamać prawo.

- Jeej! Jesteś najlepszy! - powtórzyła, zostawiła na jego skroni krótkiego, przyjacielskiego buziaka i odsunęła się.

Jeff westchnął po raz setny tego wieczora. Tym razem nie wiedział czy to przez to, że znów dał się w coś wciągnąć, czy przez to, że uściski Eve zawsze były takie miłe…

Odebrał od niej smartfona jakiegoś goryla z Yoyodyne i aż się wzdrygnął. Wyciągnął odpowiedni kabel i podłączył komórkę do swojego laptopa, a w tym samym czasie usłyszał skrzypienie sprężyn w swojej kanapie. Eve ułożyła głowę na oparciu i patrzyła w jego stronę.

- Jesteś głodna? W zamrażalniku mam jakąś resztkę lodów. Powinnaś też wziąć jakąś mrożonkę przyłożyć do tego lima.

- Nieee… Marzę tylko o tym, żeby położyć się spać.

- No to… - Jeff wskazał na swoją wysłużoną, starą kanapę. - Wiesz, gdzie mam koce. Z tym telefonem to może mi trochę zająć.

Eve pokiwała leniwie głową i zwlokła się z mebla. Wyjęła zza paska zmiotkę do kurzu, paczkę nachos i swój telefon i zostawiła na szafce, a potem zdjęła też sam pasek. Została w samym stroju z lajkry czy innego paskudztwa.

Pół godziny później Jeffowi udało się złamać zabezpieczenia telefonu i zgrać pliki z niego na pendrive'a. Podpisał go imieniem Eve i odwrócił się do dziewczyny. Spała jak zabita, pochrapując przy tym cicho. Miała otwarte usta z strużką śliny spływającą z kącika, istną szopę z włosów, ręce rozrzucone nad głową i jedną nogę wystającą zza koca, umieszczoną na oparciu. 

Jeff uśmiechnął się na ten widok. Gdyby on cały dzień biegał z dzielnicy do dzielnicy i pomagał randomowym mieszkańcom we wszystkim, co tylko sobie wymyślą, a do tego jeszcze czasami wymierzał sprawiedliwość na własną rękę, też byłby padnięty pod wieczór.

Eve zawsze taka była. W szkole broniła go przed dzieciakami, które wyzywały go od nerdów i innych podobnych. Czasami donosiła, jeżeli ktoś sięgał po alkohol albo papierosy, nawet jeżeli później za to obrywała. Właściwie kwestią czasu było jej samozwańcze ogłoszenie siebie bohaterką.

Niech to, czasami jej pomaganie kończyło się naprawdę źle, raz nawet miała rozprawę w sądzie, ale częściej udawało jej się osiągnąć to, co chciała. Kto wie, może dzięki jej działaniom uda się coś zmienić w tych paskudnych, pełnych bandziorów dzielnicach. 

Chociaż Jeff chciałby, żeby Eve pomyślała też o sobie. Tych pajaców z jej drużyny ciężko było nazwać prawdziwymi przyjaciółmi, a chłopaka Eve nie miała od liceum. Mało kto potrafił znieść jej ciągłe bohaterskie akcje.

Jeff wciąż je znosił. 

Wziął chusteczkę z pudełka i wytarł jej twarz, zamknął buzię i odgarnął włosy z czoła. Chwilę się zawahał, ale w końcu ucałował ją w to odsłonięte miejsce, długo i delikatnie.

- Moja bohaterka.

 

____________________________

 

Mam tego więcej, jakby było zainteresowanie to wrzucę :)


  • TheDerpciakPL i Kinia1 lubią to




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych